No ja wiem, że nieczęsto bywam, ale żeby od razu zamknąć i podać informację:"Właściciel tego bloga zablokował do niego dostęp." Aj... nbiedobrze....
skomentuj (0)
Dal wszystkich starych i nowych :D
PRZEPROWADZIŁAM się na swoje :))
zapraszam na:
http://bramy-chaosu.ayz.pl/wordpress
Tagi: przeprowadzka
skomentuj (0)Buty. Znów ECCO. Piękne, wygodne i w może nie tanie, ale ... znośne drogie.
Nie wolno się bać, strach zabija duszę.
Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.
Stawię mu czoło.
Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.
A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.
Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic.
Jestem tylko ja.*
____________________
I must not fear. Fear is the mind-killer.
Fear is the little-death that brings total obliteration.
I will face my fear.
I will permit it to pass over me and through me.
And when it has gone past I will turn the inner eye to see its path.
Where the fear has gone there will be nothing.
Only I will remain.*
*Diuna, Frank Herbert
Tagi: diuna
skomentuj (2)
- Czuję się jak w piekle Merlinie, wszytko mnie pali wewnątrz, czuję ogień trawiący mi trzewia. - wpatrywałam się w okno. Poprzez łzy, które napłynęły mi do oczu obraz stawał się nierzeczywisty, niemal impresyjny.
- Warto było? - spytał złośliwie; Całość zabarwił nutką cynizmu i posmarował ironicznym spojrzeniem.
- Nie wiem, nie mów do mnie w taki sposób. Gdzie byłeś wtedy?! Gdzie byłeś kiedy byłeś mi tak bardzo potrzebny?? - krzyknęłam - Stałeś obok? Patrzyłeś? Czekałeś co będzie dalej? A może sprawia ci przyjemność cierpienie śmiertelnika?? Bo sam nie masz żadnych uczuć. - nie dałam mu dość do słowa - Czerpiesz emocje, które są we mnie. I jest ci obojętne jakie one będą - dobre czy złe. Jedne i drugie żywią cię tak samo dobrze, prawda?
Zerwałam się z fotela i wybiegłam z pokoju. Nie wyszedł za mną. Dobiegł mnie jedynie odgłos upadającego tynku jaki odpadł ze ściany, kiedy zatrzaskiwałam ciężkie odrzwia zamku.
- Zapomnisz. Przeżyjesz. Pójdziej dalej. Tylko pomyśl czy naprawdę to co myślisz to prawda? Może jest inaczej? Czasem warto zapytać nie tylko siebie. Fakty mogą być inne. - usłyszałam gdzieś w głębi siebie. Zamknęłam umysł na napływające obrazy. Zapytam? Może. A może nie.
Idź do diabła Merlinie!!
Nowa odsłona Bram Chaosu na www.photoblog.com/merle
Mam nadzieję, że nie tylko mnie się podoba:)
Tagi: photoblog
skomentuj (0)
Marta jest ciekawą osobą. Poznałam ją przypadkiem i żałuje, że zabrakło czasu na dłuższą pogawędkę.
W ogólnym skrócie mały cytat:
"Byłam wkurwiona wychodząc rano do pracy, o 16 byłam wkurwiona wracając do domu, byłam wkurwiona wychodząc wiwczorem z psem na spacer...."
Obecnie Marta może zbyt często używa przecinków w potocznoj mowie, ale...
Dwa lata temu rzuciła życie w Warszawie, kupiła tartak gdzieś na Mazurach, pracuje czasem po 16 godzin i .... jest szczęśliwa. I tego jej zazdroszczę. Tego, że potrafiła wyrwać się z zaklętego kręgu wściekłości jakie zbyt często daje miasto połączone z pracą.
Dodam jeszcze, że miała bardzo dobrą pracę i oboje (chyba z mężem|) mieli bardzo dobre pensje. Ale chyba jednak nie o to chodzi w tym życiu, prawda Merlinie?
Tagi: życie
skomentuj (2)
W ciągu ostatnich tygodni większoś wartości w jakie wierzyłam zostały zakwestionowane. I wcale mi się to nie podoba.
Po pierwsze - nie mam sensu być pracowitym i oddanym "firmie" - twój szef NIGDY tego nie doceni. Lepiej się mocno "lansować" i robić wokół siebie ciągłe zamieszanie.
Po drugie - jak kraść to miliony - nie ma sensu być uczciwym. A jeśli kradniesz naprawdę DUŻO.... to masz opinię "sprytnej i przedsiębiorczej".
Po trzecie - już nie pamiętam.
Jestem zła....
- Merlinie, znów. Chciałam kupić śliczne i
- I zapewne drogie - dokończył za mnie
- Nie tak znów bardzo - odparłam z niewinną miną - buty ecco. Śliczne, skórzane z vibramem na podeszwie
Merlin słuchał
- I? - spytał
- I oczywiście nie było mojego numeru. Więc kupiłam McKinnley'e
- I? - uniósł brwi ku górze
- I są ładne, z vibramem tylko dlaczego podeszwa jest tak miękka, że czuć każdą skałę po której idę??
- Akupunktura gratis - odpowiedział - Następnym razem będziemy razem wybierać TAKIE obuwie. Pokażę ci na co zwrócić uwagę, poza: wyglądem i nazwą firmy.
- Jest piękne - stwierdziłam obracając delikatną plaskorzeźbę w dłoni.
- Twoja przyjaciółka jest zdolną osobą. I Mgła jak żywa - skomentował Merlin, podnosząc wzrok z nad pergaminów.
- A MY? - spytałam niewinnie
- AAAAAAA.....tak....oczywiście. Za chwile kochanie - ponownie, tym razem całkowicie, zatopił się w studiowanie kolejnych pergminów
- KOCHANIE???????? - i z wrażenia zapadłam się w czeluść fotela....

Tagi: urodziny
skomentuj (0)
- Proszę. Za profesjonalny wygłąd turysty.
- EEEE?? Dziekuję - na tylko tyle było mnie stać
Nieznajomy mężczyżna wcisnął mi na dworcu bukiecik kwiatów. Za wygląd. Turysty.
- Zobacz! - rzuciłam na stół indeks, oczekując słów uznania - I co? - zapytałam po chwili kiedy skończył przerzucać strony
Merlin odsunął zamkniętą książeczkę zawierającą moje wyniki.
- Gratuluje - uśmiechnął się - wysoka średnia, niemal 5.0
- Niemal?? - spytałam - zobacz na to - chwyciłam indeks i otworzyłam go na wybranej stronie - widzisz? 5.5 a to równoważy moje 4.5 wiec...
- Więc? - przerwał - więc tło było aż tak słabe, że wykładowca, aby cię wyróznić postawił Ci 5.5 - stwierdził z przekąsem
- No wiesz - roześmiałąm się - jak możesz tak mówić.
Merlin podszedł i przytulił mnie. Po chwili dodał - Pamiętasz, że to jeszcze nie koniec, prawda?
- Cicho - mruknęłam wtulona w jego ramiona - pozwól mi choć przez chwilę nacieszyć się wolnością i wakacjami.
Tagi: studia
skomentuj (0)
- Merlinie, mam straszny mętlik w głowie. Właściwie to już sama nie wiem co jest pewne a co dzieje się w mojej wyobraźni
Merlin, teatralnym gestem wzniósł oczy ku ... sufitowi (który już dawno powinien zostać pomalowany).
- I? - spojrzał wyczekująco
- No nie wiem - zająknęłam się - nie wiem co chcę? A co mogę? I co POWINNAM i MUSZĘ - dodałam z przekąsem
- Jesteś zagubiona, zachłannie chwytasz więcej niż możesz przełknąć na jeden kęs - rozpoczął swój wykład. Przeniósł wzrok na mnie i dokończył - Skończ jedno i zacznij drugie. Nie pal mostów, ale nie żyj przeszłością. Najważniejsze jest to co rozgrywa się TERAZ. - Podszedł bliżej i spytał - Czy naprawdę chcesz każdą chwilę, która jest niepowtarzalna, niszczyć wspomnieniami? A może niespełnionymi pragnieniami? Czy jesteś aż tak .... - zamilkł
Czułam jak rozrzażona lawa jaka rozbłysła w jego spojrzeniu pali mnie niemal żywym ogniem.
- Jaka? - warknęłam - jak śmiertelnicy, którymi gardzisz???
- Nie - odparł odwracając się w stronę okna. - Wybacz - mruknął pod nosem
Odwrócił się do mnie.
- Pokaż to - sięgnął do moich notatek. - Pomogę ci to trochę uporządkować - powiedział przeglądając luźne kartki wyciągnięte z mojej dłoni.
Jeśli kupujesz pierwsze mieszkanie to dostaniesz wsparcie państwa. I małym drukiem:
- musisz mieć męża!
- albo dziecko
A QRVA ci co są sami albo nie mogą mieć dzieci to co??? Pod most? Czy może PODLUDZIE w tym kraju?????
Tagi: mieszkanie
skomentuj (4)
Jak wyleczyć się z chorej ambicji (tak chorej że nie mam chęci się nikomu przyznać do tego stopnia), kiedy ocena 4.5 doprowadza mnie do szału tylko dlatego, że nie jest to 5 jak u moich współstudentów?
Jak wyleczyć się z kretyńskiego obwiniania samej siebie za wszystkie porażki, które tak właściwie porażkami nie są??
Jak przestać narszcie płakać i użalać się nad sobą?
Allejuja i do przodu? - Nie działa...
Jutra nie ma? - Też nie działa...
I jeszcze jedno:
mieszkanie chcę < beczy >
Kupię za normalne pieniądze < beczy > albo wyajmę... za czynsz < beczy >
Oglądałam kilka - nawet na ruderę mnie nie stać. Ja wiem, że mamy kapitalizm i qva mamy lepiej. Ale kiedyś można było się zapisać do pieprzonej spółdzielni, odczekać swoje 10 lat i dostać "coś" - a teraz?? Kapitalizm??
Tagi: życie, studia, mieszkanie
skomentuj (0)
Wspinam się. Krok po kroku, kolejna skalna półka. Ocieram poranione palce, patrzę jak krew spływa z dłoni i znika w czerni. Jeszcze tylko jeden krok... jeden... i
"Nie wolno się bać. Strach zabija duszę" - powtarzam patrząc w przepaść otwierającą się poniżej mnie.
Tagi: życie
skomentuj (1)
- Boisz się? - spytał siadając obok i podsuwając kolejną szklankę.... eliksiru
- Nie chcę się już bać Merlinie. Nie chcę spędzić życia na ciągłym
stachu. Przed życiem. I nie jest to kwestia tego co mi podasz do
wypicia - odparłam wyciągając dłoń. - To kwestia mnie i mojego
podejścia. A ja już nie chcę siedzieć w kącie. Chcę żyć, nie raniąc
innych...
Tagi: merlin
skomentuj (1)Merlinie, czy naprawdę nie ma jutra??
Tagi: merlin
skomentuj (2)
Who's gonna ride mine wild horses?
No właśnie. KTO??
To, żeby było jaśniej :)
Wynoście się i zostawcie mnie w spokoju!
Dajcie mi nareszcie być sobą i żyć własnym porządkiem!
Nie pytajcie mnie o nic i nie oczekujcie odpowiedzi.
I dajcie mi spokój!!!!!!!
Wróciłam.
Właściwie to już zapomniałam, że miałam jakiś urlop, odpoczynek, czy jakkolwiek to nazwać.
Na razie nadrabiam zaległy tydzień pomieszkując w firmie.
Merlin nawet nie komentuje tego co się dzieje.
Ja również.
Mażę jedynie o chwili, aby ukryć się ponownie w cieniu jego płaszcza i zapomnieć o wszystkim.
Niech on zatrzyma wreszcie czas! Ja wysiadam ....
Tagi: praca
skomentuj (2)
- Cicho - ktoś położył mi palec na ustach. W ciemności, w kopalni, i chyba w środku nocy nie jest to fajne uczucie. Spięłam wszystkie mięśnie i zamarłam. Kiedy mój wzrok przyzwyczaił się nieco do enigmatycznego światła jakie rzucała jedna, zawieszona w oddali żarówka - odetchnęłam.
Na brzegu drewnianego łóżka siedział uradowany swoją wizytą Merlin.
- Masz idiotyczne wejście - syknęłam ze złością - Ciesz się, że nie zaczęłam krzyczeć i nie pobudziłam tych co śpią w sąsiednich boksach.
- Ciiiiii... masz jeszcze szansę ich obudzić. Zresztą znam twoje reakcje. Zawsze najpierw czekasz co się wydarzy. - uspokajająco pogłaskał mnie po policzku.
- Co chcesz? - warknęłam niezbyt zachwycona tą pobudką
- Coś ci pokazać? - spytał niewinnie.
- Nie masz nic co chciałabym teraz oglądać - odparowałam zanim zdążyłam pomyśleć CO mówię.
- Czyżby??? - szept odbił się od solnych ścian - Idziemy na nocne zwiedzanie korytarzy. - stwierdził sugestywnie podając mi buty i kurtkę.
Nieco niechętnie, lecz gnana ciekawością jaką zawsze potrafi we mnie wzbudzić, wygramoliłam się z ciepła i bezpieczeństwa (zwłaszcza termicznego) jakie dawały mi dwie kołdry (jedna ukradziona z łóżka obok - ale i tak byłam sama w tzw. boksie wiec kołderka się tylko marnowała)
- Wejście do tej groty jest zamknięte wielką kratą. Na kłódkę - przypomniałam złośliwie.
Merlin nie raczył skomentować tej informacji, jedynie prychnął coś niezrozumiale.
- Nie żebym nie wierzyła w twoje niesamowite umiejętności otwierania zamków - dodałam wywołując tym iskrę rubinowego żaru w jego oczach.
- Choć - roześmiał się i po chwili byliśmy tuż przy kracie. Kłódka ze szczękiem odskoczyła a metalowa brama pchnięta niewidoczną dłonią roztwarła się na oścież.
Rozpoczęliśmy nocną wędrówkę poprzez solne korytarze. Ze sklepienia zwisały kryształy w formie sopli; ściany zdobiły opalizujące smugi nieznanych mi minerałów. Tak. Z pewnością nie byliśmy na trasie standardowej wycieczki kopalnianymi korytarzami.
W kolejnej grocie zobaczyłam jak ponad nami, niczym zamknięcie gigantycznej katedry, krzyżowały się jasne linie anhydrytu, ciemne łupków i przejrzyste żyły soli. Pod stopami czułam drobne okruchy skalne.
- Karpaty wciąż napierają - Merlin wskazał na jedną ze ścian. - Kiedyś i tę salę zamknie natura - kontynuował swój wykład.
Stałam zapatrzona w skały oświetlone magicznym światłem wydobywającym się z lewitującej obok niego kuli. Zasłuchana w jego głos przeniosłam uwagę na przeciwległą ścianę.
- Tam! - Jakaś postać skłoniła się w naszą stronę. Merlin odpowiedział pełnym szacunku ukłonem.
- Tam. Tam jest Skarbnik. Jesteśmy tu dzięki jego uprzejmości.
Chciałam również podziękować, choćby ukłonem, lecz kiedy spojrzałam po raz drugi w kierunku kryształowej ściany, postać zniknęła.
Tagi: merlin, kopalnia soli
skomentuj (0)
- On chyba faktycznie chce żebym boso chodziła - warknęłam wychodząc z kolejnego sklepu w którym NIE było mojego rozmiaru butów.
- Co z tego, że teraz stać mnie na ten model, skoro jakiś kretyn stwierdził, że właśnie się skończył sezon na nieocieplane buty trekingowe??? Gdzie tu jest sens?? - warczałam jeszcze przez dobrą godzinę.
- Nie, to już przesada. Chciałeś mnie ukarać za ten wyjazd czy co?? Dlatego załatwiłeś dwie osoby na JEDENĄ miejscówkę w pociągu? - pomyślałam patrząc na stojącego obok mnie mężczyznę. Trzymał on w dłoni wydruk, na którym widniały dokładnie te same cyfry co na moim bilecie. Ten sam numer wagonu i miejsca. Pięknie. Na moje szczęście TEN mężczyzna okazał się bezkonfliktowy. Postanowił spędzić podróż w Warsie.
skomentuj (1)
Stojąc tuż przy kominku jeszcze raz rozłożyłam trzymaną w dłoni kartkę.
Merlinie,
zdaję sobie sprawę, że ostatnio coraz ciężej jest się ze mną dogadać. Nadszedł więc czas abym spędziła trochę czasu sama. Mam nadzieję, że to pomoże mi spojrzeć na wiele spraw z innej perspektywy... To tylko kilka dni, które mam nadzieje pozwolą mi się odnależć...
Przeniosłam wzrok na ogień. Migoczące fragmenty dogorywającego ognia mają iście hipnotyzującą moc.
- Będę czekał na ciebie aż wrócisz - usłyszałam głos dobiegający z cienia. Merlin zatrzymał się na skraju światła. Nikły uśmiech jaki zagościł na jego twarzy, potwierdził że moja decyzja jest słuszna.
- Do zobaczenia - odparłam kładąc list na stole.
W związku z niekompetencją firmy az.pl zostałam zmuszona do zmiany wyglądu bloga. Czyli musiałam wybrać jakikolwiek dostępny layout gdyż aktualnie nie mam czasu i chyba ochoty budować sobie nowy.
Załadowanie jednego z dostępnych wzorców pozwoli Wam przynajmniej cokolwiek przeczytać :).
Wymieniona z nazwy firma az.pl miała awarie i okazało się, że nie ma backup'u plików klienta.
Żeby wszystko było jasne moje pliki znajdowały się na koncie "pro".
Ciekawe jak wygląda usługa na kontach nie - pro??
W ramach rekompensaty zaproponowano mi 3-miesięczy, gratisowy hosting. Nie dziekuję. Wracam do home :))
- Milczysz - dobiegł mnie cichy głos
- Słucham?
- Milczysz. Od wielu dni - kontynuował - Nie uważasz, że jednak trwa to zbyt długo?
- Zajęta jestem, Zmęczona. Nie mam chęci na rozmowy, dobrze? - warknęłam
Nie odpowiedział.
Wyszedł.
Usłyszałam tylko cichy skowyt zatrzaskujących się za nim drzwi.
Tagi: merlin
skomentuj (1)
Ostatnio czuje się jak element szachownicy.
Nieistotny element układanki?
I dłonie wciąż wyrywają sobie ten pionek, aby móc zagrac według własnego planu.
Koniec gry...
BIEGNIJ MERLE! BIEGNIJ....!
Chciałabym, aby nadszedł taki dzień, że mogłabym liczyć na innych a nie tylko na siebie.
Żeby wypowiedziane SŁOWO zobowiązywało.
Nie znów się okazało że SŁOWO dla gówniarzy to tylko słowo.
Bo gówniarze myślą tylko o swoich tyłkach. Potrafią jedynie robić coś ze strachu przed konsekwencją, albo ze strachu, że ktoś inny obrobi ich cenną dupę.
Nie chodzi o to, że ktoś czegoś nie zrobił. Chodzi o SŁOWO. OBIETNICĘ. I qrva również wykonywanie pracy za którą bierze się wynagrodzenie.
***
- Buty. Skarpetki też – głos Merlina wyrwał mnie z czarnej studni rozmyślań.
- Nie mam ochoty na żarty – odparłam wspominając przemyślenia z przed kilku sekund i znów rzuciłam się w studzienny wir.
- Rozczulanie się nad sobą i wspominanie przeszłości nie rozwiąże twoich problemów – rozpoczął mentorskim tonem. (zbyt często przebywa ostatnio z Profesorem?)
- NIE ROZCZULAM SIĘ! – wrzasnęłam i... zaczęłam płakać.
Merlin uklęknął obok mnie. Chwilę później byłam całkowicie zamknięta w jego ramionach. Usłyszałam tuż przy uchu szept „Buty i skarpetki. A może mam sam to zrobić??” - nuta rozbawienia zabrzmiała w jego głosie.
Trzymał mnie tak jeszcze długi czas. Dopiero gdy poczułam jak złość zaczyna się ze mnie ulatniać, niczym obłoki pary umykające znad gorącego źródła, jego uścisk nieco zelżał.
- Buty i skarpetki? Ale dlaczego? Po co? - spytałam ocierając oczy.
- Ponieważ idziemy na spacer – odparł jakby oczywiste było, iż na spacery zimą chodzimy boso.
- Spacer? Boso??
- I na zewnątrz – przytaknął wstając.
Rozpalona wyobraźnia nie dodała mi może skrzydeł, jednak przekonała mnie do rozsznurowania butów. Zapatrzona w pół uśmiech jaki zarysował się na wargach Merlina, poczułam że znika przeszłość i liczy się tylko to co jest tu, teraz.I co nastąpi.
Merlin popchnął mnie łagodnie w kierunku drzwi prowadzących na zewnątrz Chaty a ja z przerażeniem zarejestrowałam, że jego stopy cały czas tkwią w butach!!
Cały ogród pokryty był śniegową kołderką, lśniącą niczym satyna w padającym świetle księżyca. Pojedyncze płatki śniegu o zadziwiających kształtach łagodnie zaczęły wirować wokół nas.
Wszędzie biało i gładko; żadna ścieżka nie ruszona stopą, butem czy choćby smoczą łapą.
Rzuciłam pełne politowania spojrzenie na mojego towarzysza i odwróciłam się, aby wrócić do Chaty. Usiąść znów w bezpiecznym kącie pomiędzy kominkiem a fotelem...
- I znów zatopić się w posępnych myślach o śmiertelnikach, obietnicach i niechęciach do życia? - usłyszałam
- Nie rób tego! Prosiłam, żebyś tego nie robił! Nie masz co czytać to poczytaj sobie książkę! - warknęłam wściekła, nieświadomie robiąc krok w przód.
- Nie czytam – roześmiał się – Widzę to kiedy na ciebie patrze – dodał poważniej a ja poczułam, że już stoję po kostki w śniegu. Chata zniknęła.
- Tędy. I tak już nie ma powrotu – wskazał kierunek. Chwycił moją dłoń i pociągnął – Czym szybciej, tym szybciej. Bo zmarzniesz – dodał tajemniczo.
- Bardzo śmiesznie – odparowałam dając się wciągnąć w bieg po śniegu.
***
Grotę wypełniał słodki, karmelowy zapach. I rozkoszne ciepło. Bazaltowe skały niemal paliły mi stopy, jednak po śnieżnym maratonie, było to jak cudowna pieszczota.
- Tutaj – wskazał przejście pomiędzy splatającymi się na wysokości kilku metrów rzeźbionymi kolumnami. Ten widok przywodził mi na myśl stare, zapomniane pogańskie świątynie.
Podłoże następnej komory spowijały niczym miękki dywan zielone porosty a w samym środku dojrzałam poprzez tęczowe opary niewielkie zagłębienie. Wokół setki cienkich jak nitki strumyczki dostarczały do niego krystaliczną wodę.
To właśnie tutaj znajdowało się miejsce tak niesamowitego zapachu. Ponad wodą unosiły się półprzezroczyste mgły, nadając wnętrzu oniryczną atmosferę. Jednostajny szum uspokajał, usypiał a zarazem odprężał. Zauroczona wpatrywałam się w spadające przez roztrzaskane sklepienie płatki śniegu.
Merlin cicho niczym kot podszedł i stanął tuż przy mnie. Łagodnie, wolno lecz stanowczo zaczął rozpinać moją bluzkę.
Pomoczysz ubranie – wyjaśnił i spokojne kontynuował. Guzik po guziku...
Zanurzona w ciepłej wodzie przyglądałam się jak śniegowe koronki spadają na moje dłonie, aby po sekundzie rozpłynąć się w oparach ciepła.
- Jak wrócimy? - spytałam sennie
- Dokładnie tą samą drogą, którą przyszliśmy – usłyszałam i zobaczyłam jego dłoń podającą mi mięsisty, karmazynowy szlafrok.
To miło z twojej strony, że udzieliłeś zgody Mgle, abyśmy nie zamarzli tej nocy - rozpoczęłam rozmowę skuszona aromatem ciepłej
czekolady
- Nie myślałem O WAS- rozpoczął - zresztą - machnął niedbale ręką - widząc wasze nieudolne próby rozpalenia ognia...
- Nie-u-dol-ne???! - Uważasz, że bez TWOJEJ ingerencji nie dalibyśmy sobie rady??? - wycedziłam
- Owszem - przytaknął niewzruszony podsuwając mi pod nos filiżankę
pełną czekolady - Niezwykle ciężko jest rozniecić płomień przy użyciu
kilku zapałek, zwłaszcza jeśli ma się do dyspozycji jedynie oszronione,
zimne i dość wilgotne drewno.Ne byliście przygotowani do TEJ wyprawy,
nieprawdaż? - wbił we mnie wzrok i przez chwilę ujrzałam jak
niebezpieczny rubinowy płomień zalśnił w jego spojrzeniu - Chcesz nieco
chili do czekolady czy może dziś coś innego - sięgnął po płócienny
woreczek leżący na stole i powąchał - Mięta? - pokręcił nieco
zdziwiony głową - To nowa mieszanka Profesora - szczypta drobnego pyłu
zawędrowała w okolice filiżanki.
- Profesora? - warknęłam nieco zmieszana, przypominając sobie próbę
poświęcenia rękawiczki, aby ogień mógł płonąć nieco dłużej - Nie.
Dziękuję - szybko zabrałam mu z rąk naczynie. - Pozostanę przy chili.
- Jak chcesz - uniósł dłoń w pokojowym geście, jednak płomień w oczach, jakby przecząc łagodnym ruchom, znów rozgorzał.
Przełknęłam łyk ostrej czekolady i poczułam jak zdecydowany nadmiar przyprawy pali mi przełyk.
Merlin przyglądał się mi w milczeniu. Czekał kiedy znów odzyskam głos.
- Bałeś się, że zmarznę i znów będę chora - zmieniłam nieco temat.
- To też - podszedł bliżej. Lekki ruch jego dłoni spowodował iż
następny łyk jaki wypiłam był aksamitny w smaku i niczym balsam
złagodził podrażnione gardło.
- Profesor i jego eliksiry nie są ostatnio dostarczane na czas - nie mogłam się pohamować od tej zgryźliwości.
Merlin musnął moją dłoń. Przez kilka sekund ważył w myślach słowa.
- Nie mógł być na czas, gdyż musiał się stawić na inne wezwanie -
odpowiedział nad wyraz miękko. - Nie mógł odmówić i został zatrzymany
nieco dłużej. Niekoniecznie dlatego, że CHCIAŁ.
Zrozumiałam subtelną aluzję jaka została mi przekazana. Czułam jak niewidoczna pętla coraz mocniej zaciska się na mojej szyi.
- Wezwanie?
- Tak. - krótka i zwięzła odpowiedz sugerowała, aby nie pytać dalej.
- Merlinie - odstawiłam filiżankę gdyż niebezpiecznie zakołysała się w mojej dłoni - czy dlatego to spotkanie?
Ujął moje dłonie i przytulił mnie mocno. Poczułam, że ukryta w jego ramionach jestem bezpieczna. Ukryta przed całym światem.
- Tak było lepiej - usłyszałam szept - Dla was, dla niego, dla mnie. A
eliksir wykonał już swoje zadanie. Chodź - odsunął mnie nieco od siebie
nie puszczając przy tym mojej dłoni - przy ogniu jest cieplej - dodał z
uśmiechem.
****
Wyszliśmy na zewnątrz. Mgła, która tutaj nie musiała kontrolować swojej
mocy rozpaliła wysoki płomień wokół którego rozrzuciła żarzące się okruchy skał, lśniące niczym ogromne rubiny.
Oszronione, smukłe kielichy pojawiły się w dłoni Merlina. Lśniące krople
spływały po ich ściankach cienkich niczym dym unoszący się nad paleniskiem.
Poczułam chłodny dotyk szampana na ustach. A chwilę po tym, inny,
niemal palący...
Tagi: alternatywne historie z życia, merlin
skomentuj (0)